Właściwością człowieka jest błądzić, głupiego – w błędzie trwać. Żyć – to myśleć. Cyceron

Blog nieperiodyczny. Nowy wpis przynajmniej raz w tygodniu.

Paryża nie ma…

Z ludźmi smutną prawdę odkryłem dość dawno – większość traci przy bliższym poznaniu. Okazało się, że miejsca i miasta niestety również, zwłaszcza te wobec których oczekiwania i wizerunek budujemy w oparciu przede wszystkim o kino i książki.

Po Paryżu człowiek spodziewa się wiele, ja chyba spodziewałem się olśnienia, iluminacji, miłości do miasta innego niż wszystkie, pięknych Francuzek, inspiracji do napisania książek. Przecież Paryż to miasto poetów, malarzy, artystów, imprezujących intensywnie w towarzystwie „zielonej wróżki”, dziwek z klasą i wciągających różne używki otworami swojego ciała.

Takiego Paryża nie ma, nie ma i już. Nie wiem kiedy się skończył, ale go nie ma, jeśli gdzieś są jeszcze jego pozostałości to umierają sromotnie. Paryż wita brudem, wszechobecnym. Nie ma miejsc czystych poza Luwrem i Polami Elizejskimi, razem z brudem serwuje się tutaj smród i tłok.

Co do jednak ludzi, bo to przecież o nich chodzi. Francuzów jest tam garstka, nie wiem czy reszta umarła czy wyemigrowała, ale Francuzów nie ma. Nie zrozumcie mnie źle, ale Paryż nie jest miejscem „kolorowym” on jest miejsce czarnym… OK brązowym i żółtym. To nie kwestia uprzedzeń, ale tak jest. Jeśli spotyka się tam białego to prawdopodobnie jest to Polak, Niemiec albo Anglik, chociaż ci to akurat są czerwono-rudzi. W metrze większość stanowią afro-francuzi. Niestety albo są przyjacielscy, albo okazują się skurwysynami których ma się ochotę rozszarpać gołymi rękami. Inni wyglądają dobrotliwie, mają przyjacielskie spojrzenie, nie chcę być źle odebranym, ale niektórzy wyglądają dobrotliwie jak czarnoskórzy z „Przeminęło z witrem”.

Francuzki? Według mnie zawsze są blondynkami lub rudawe, są piegowate, wysokie, dystyngowane, ładnie pachną i są taką wersją „class+” kobiet. No cóż… Pewnie są gdzieś i takie, ale nie w Paryżu. Tutaj są afro-europejki, estetyczne zaprzeczenie idealizowanych Francuzek. Owe mieszkanki są opasłe, wielkie, nie apetyczne i nie uprzejme. Są także wiecznie zawstydzone Azjatki. Tragedia.

Pierwsza przesiadka w metrze – Plac Pigualle. No a jak każdy Polak wiem, że „najlepsze kasztany są na placu Pigualle”… Nie są. Są śmieci, autobusy, tłok, krzyk i chamstwo. Nie ma urokliwej mgiełki, nie ma Klossa, nie ma i już. Obok stacji Moulin Rouge i muzeum erotyzmu. Uśmiech delikatnie gości w kącikach? Nie. Gdziekolwiek mieszkacie, o ile jest to miasto powyżej 100tys. Jest tam na pewno ulica sex-shopowa. No Paryż ma taką właśnie tam, ale nie to jest najgorsze. Na całej długości są kluby erotyczne. Mniejsza z tym co tam kto robi, ale myślałem, że przynajmniej burdele i francuskie dziwki nie mogą się zmienić, cóż… zmieniły się. Tania siła robocza wkroczyła do interesu. Te interesy też mają naganiaczy, a w zasadzie naganiaczki – brzydkie, stare i/lub obleśne babsztyle, którym nie pozwoliłbym nawet popatrzeć na mojego penisa w obawie przed impotencją. Z jakąs formą dumy mogę powiedzieć, że polskie ssaki leśne bywają ładniejsze.

Smutne to, ale prawdziwe. Paryż można zwiedzić, ale nie oczekiwać po nim doznań magicznych. Francja ma swój urok we wsi chyba jeszcze trochę. Paryż przypomina miasto kolonialne w Afryce, a nie stolicę kultury, mody i sztuki.

Obiecuję opisać jeszcze trochę, ale na dzisiaj starczy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 29 lipca 2012 by in Dupa, Seks and tagged , , , , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: